2008-01-24 19:26:12
czerwone jabłko miłości
Dwoje, pozornie całkiem różnych od siebie ludzi. Na pierwszy rzut oka na tyle różnych, że nie możliwym wydawało się, aby znaleźli wspólny język. Ale ona wiedziała, czuła gdzieś w środku, słyszała, jak podpowiada jej serce, że między nimi wytworzy się tak silna więź, jakiej inni ludzie mogą nigdy nie mieć okazji stworzyć. Od zawsze tlił się w jej wnętrzu płomyk, a po głowie kołatała myśl, że razem mogą zmienić świat. I zmienili. Zmienili swoje dwa światy. Dwa połączyli w jeden.
Moje miłosne uniesienia? Są codziennie... Bo moja miłość jest tak cudownie świeża. Każdego ranka, kiedy budzę się w ciasnej klatce Jego ramion, kiedy czuję zapach herbaty, z nutką wanilii i czekolady, bo tak właśnie pachnie dla mnie Jego skóra, kiedy widzę Jego oczy, a w nich swoje odbicie – za każdym razem czuję cudowny podmuch zakochania, zauroczenia i beztroskiej wiary. Za każdym razem, pomimo tych 4 lat.
Uwielbiam siebie, kiedy o Nim myślę, kiedy opowiadam i kiedy przywołuję sobie widok Jego twarzy. Wiem, że moje oczy błyszczą wtedy tak, jak w żadnym innym momencie. Wiem, że świecę wtedy najjaśniejszym blaskiem, a na mojej twarzy gości uśmiech, taki – który zdaje się już nigdy mnie nie opuścić. Bo moja miłość jest trochę jak ta dziecięca. Bezwarunkowa i niewinna. Niełatwa. Za nami jest już wiele złych chwil. Wiele rozterek i znaków zapytania. Wielokrotne złe decyzje, błędne ścieżki i nietrafione wybory. Rozstania i powroty. Niezliczone wieczory, kiedy w blasku dogasających świec, otulona tylko lekkim świartłem, myślałam, że wypłakałam już wszystkie łzy. Momenty zawahania i wątpliwości. Niepewność i strach. Ból i rozczarowanie. Ale widocznie i takie chwile były nam niezbędne. Widocznie również te momenty wpłynęły na to, że nasza miłość jest od zawsze i na zawsze - od witaj do żegnaj. Może właśnie dzięki temu, że wytrwaliśmy tyle złego, żyjemy teraz w bajce, do której sami, każdego dnia, dodajemy kolejny rozdział. Bo kiedy pomyślę o szczęściu, o marzeniach, o uniesieniach, o dzieleniu wspólnych chwil, to nie żałuję niczego.
Nie żałuję nawet tego, że może moje drzwi sercowe otworzyłam trochę za wcześnie. Może czasem bieg wydarzeń nie nadążał za moimi pragnieniami. Czasem nasza miłość przerastała nas, przerażała, a wyjścia najłatwiej szukać w ucieczce. Może czasem wskazówki obracały się w zbyt dużym tempie przynosząc nam coś, na co nie byliśmy jeszcze gotowi. Ale wiecie, co jest niesamowite? Że nasze uczucie dorastało razem z nami. Narodziło się, kiedy oboje nie mieliśmy jeszcze pojęcia o życiu. Czasem wybuchała ogromnym uczuciem, czasem zostawała stłumiona. Jednak bez względu na upływający czas i na zdarzenia, które nas w życiu dotykały, między nami, uparcie, miejsce zajmowała jakby niewidzialna nić, która przyciągała nas do siebie, nawet w najbardziej zaskakujących okolicznościach. Przyciągała i nie chciała puścić. I kiedy wydawało się, że została przerwana, że nic już się nie da zrobić, pojawiła się mocna, silna i w magiczny zupełnie sposób przyniosła ze sobą niczym nie zmąconą wiarę.
Uwielbiam moją miłość. Za to, że jest szalona, że tętni milionem emocji, że łączy nas pasja, namiętność i pożądanie prawdziwych kochanków. Za to, że równocześnie, jesteśmy przyjaciółmi, którzy znają się, rozumieją i wiedzą o swoich potrzebach. Nasz miłosny zawrót głowy to totalne szaleństwo, ryzykowne wybryki i śmiech oraz chwile przepełnione romantyzmem, czułością i intymnością. Wielogodzinne rozmowy na najważniejsze dla nas tematy, dzielenie się każdym, bieżącym, nawet błahym, wydarzeniem, wspólne rozważanie nawet tych najcięższych życiowych decyzji. I te nasze żarty, z których czasem do rozpuku śmiejemy się tylko my, a poza tym nikt. Zespolenie ciał, dusz i myśli, jednak przy zachowaniu odrębności, własnych poglądów, szacunku i prawa do bycia różnym.
Uwielbiam nasz związek za to, że potrafimy śmiać się z naszych wad. Za to, ze On tak uroczo przedrzeźnia moje narzekanie i za to, że ja uzbroiłam się w anielską cierpliwość. Uwielbiam smak Jego ust, abruzowo-truskawkowy, czasem z domieszką mięty. Uwielbiam dłonie, które choć tak bardzo męskie, ujmują swą delikatnością. No i uśmiech, któremu nie jestem w stanie się oprzeć. Szczery i tak dziecięco niewinny.
Nasza miłość ma swoje małe rytuały. On lubi, kiedy dotykam Go przed snem. Ja też to lubię, bo bardzo przyjemnym jest widok błogiego wyrazu Jego twarzy, uśmiechu, pomruków aż w końcu Jego spokojnego snu. Czuję się wtedy trochę jak dobra wróżka. Co wieczór, więc moje dłonie wędrują po Jego ciele całkowicie bezwiednie. Bez zastanawiania, bez skupienia, bez rozmyślań. Bo one wiedzą, który dotyk będzie najodpowiedniejszy. Wiedzą jak długo pozostać w jednym miejscu, wiedzą też, kiedy ruchy powinny być bardziej koliste. Jakimś cudem domyślają się, że w danej chwili ich oddziaływanie ma być mocniejsze, a delikatne ruchy opuszków palców powinny być zastąpione lekkim drapaniem. Same kierują się nagle w kierunku szyi, żeby zaraz potem powędrować w okolice kości ogonowej. Potem znowu płatki uszu, kark i łopatki. Potem ramiona. A podczas każdego zetknięcia się moich palców z Jego skórą przepływa ogromna ilość miłości. Ode mnie – do Niego. On natomiast zaraz po przebudzeniu, szuka swoją dłonią jakiegoś kawałka mnie. Tuli i czule dotyka ustami mojego karku, powodując tak przyjemne dreszcze. Nie chce wypuścić i jeszcze w pół śnie, wymawia moje imię. On robi herbatę, ja śniadanie.
Tak silne uczucie jest także doskonałym nauczycielem. Uczy życia, dbania nie tylko o własne, ale także o potrzeby tej drugiej osoby. Pokazuje sztukę kompromisu i pozwala, a nawet często zmusza, do wgłębienia się we wnętrza samych siebie. Pozwala mi odkryć w sobie aspekty, o istnieniu których nie miałam pojęcia. Moja miłość nauczyła mnie wiele. Przewartościowała trochę moją życiową hierarchię. Zbudowała, a na pewno wprowadziła kilka znaczących zmian. Obnażyła bezwstydnie niektóre z moich wad, co daje mi możliwość ich zwalczania. Chociaż ja lubię niektóre moje wady. Mój kochany przecież też.
Miłość to także powód do stawiania czoła wyzwaniom. Powód i siła do ich pokonywania. To pewność, spokój i światełko, które wskazuje drogę. Opoka i ostoja. Romantyczne uniesienia i chwile, kiedy to właśnie On tupie nogą i trochę szerzej otwiera mi oczy. Bezdenne źródło inspiracji, bodziec do rozwoju i poszukiwania coraz to nowych rozwiązań. I ta niesamowita, ciągła chęć zaskakiwania i wywoływania uśmiechu. I pragnienie bycia piękną. Najpiękniejszą na świecie, każdego dnia. I to przekonanie, ze tak właśnie jest. Piersi, dłonie, biodra, policzki – wszystko, za sprawą jego dotyku, nabrało jakby innego znaczenia.
Zastanawiam się czasem, w czym tkwi tajemnica. Czy jest recepta na to, żeby być szczęśliwym? Obserwuję i zapisuje w myślach tysiące płynących zewsząd rad, nawet te, wykluczające się nawzajem. Dla mnie szczęściem jest wiara. Niezachwiana nadzieja, że pomimo wszystkiego złego, będzie dobrze. Spokój o jutro, zadowolenie z dzisiaj. Z nim jestem spokojna. Szczęśliwa, silna i pełna energii. Uwielbiam swoją miłość. Trudną i niepokorną, ale moją. Miłość, która przetrwała, przezwyciężyła, czekała i nie zniknęła, chociaż miała ku temu powody. Coraz pełniejsze uczucie, tkwiące w całej mnie. I będę nosić swoje różowe, miłosne okulary. Bo uwielbiam Go kochać i być przez Niego kochaną – tak po prostu.
Adiś
skomentuj (6)
2007-09-12 14:16:06
upiór z szafy.
Ciężko jest być z kimś razem, a jednocześnie osobno... Chciałabym dzielić z Nim każdą chwilę, każdy moment, dzień, uniesienie i przygnębienie. Dojrzałam. On dojrzał i dojrzała nasza miłość. Chciałabym óc cieszyć się tym nieustannie. A tymczasem odliczam dni do momentu kiedy wróci, kiedy pomiędzy jednym wyjazdem, a drugim, bedzie jeden dzień w domu. Myślałam, że przyzwyczaiłam się do tego. Ale kiedy nie ma Go ze mną kolejny tydzień...czasem zaczyna to być dla mnie zbyt wiele. I pozostało mi tylko upajać się zapachem Jego koszulki i udawać, ze wszystko jest w porządku. A to trochę mało...
Boję się. Gdzieś tam wewnątrz tkwi we mnie strach, z którym nie potrafię sobie poradzić. Blizny z przeszłości zaczynają palić i przypominam sobie ile razy mnie zranił. Przed oczami pojawiają się obrazki kiedy kłamał, zostawiał i zadawał ból bez mrugnięcia okiem. I chociaż teraz czuję się jak największą szczęściarą na świecie, bo kocham i jestem kochana z całego serca, chociaż wiem, że J. beze mnie nie umie, że tęskni każdego dnia, że jestem jedyna, najcudowniejsza, że Jego Kicia - gdzieś tam się boję. I coś każe mi nie ufać.
A kiedy tak czekam na Niego, zamknięta beznadziejnej próżni - boję się jeszcze bardziej...
Adiś
skomentuj (4)
2007-08-04 11:47:08
radośnie. radośniej niż zwykle.
Są takie momenty w życiu, kiedy nic oprócz tej jednej, jedynej rzeczy nie liczy się na świecie. Kiedy wszystko zostaje przyćmione jednym wydarzeniem. Kiedy oczy lśnią przepięknym blaskiem, kiedy uśmeich nie schodzi nam z twarzy, a myśli nieustatnnie krążą wokół jednej rzeczy. Kiedy wstanie z łóżka o świcie nie ma znaczenia, kiedy wszystko inne schodzi na dalszy plan. Są takie momenty w życiu, kiedy godziny choć w rzeczywistości mijają dużo wolniej, to zdają się biec jak szalone. Kiedy w uszach brzmi nam wesoła melodia, a serce, szeroko otwierając swoje drzwi sercowe, bije mocniej niż zwykle, bez chwili zatrzymania. Są takie dni, kiedy chce nam sie tańczyć, spiewać, skakać.
A takie chwile najczęściej zdarzają się jak się kocha. Jak się kocha od zawsze i na zawsze. Od witaj do żegnaj.
To dziś jest ten dzień. Dziś po 5 tygodniach wraca mój ukochany J.
I nic innego nie liczy się na świecie.
Nawet to, że za oknem burza, a ja chciałam ubrać sukienkę. Bo przecież J. je tak lubi :)
Jest pięknie.
Adiś
skomentuj (1)
2007-07-20 00:05:33
hybryda zamyślenia, muzyki, marzeń, wdzięczności za to, że czuję, radości z tego, że jesteś.
Milion sprzeczności.
Wiecie, ona umie pisać tylko wtedy, kiedy jest smutna. Ale nie tak poprostu. Pisze wtedy, kiedy smutek leje się tak, jak leje się teraz wino do jej kieliszka. Bez możliwości powtrzymania.
Czy ona kiedyś wygra z naiwnością? Czy da radę? Czy da radę uporać się w tej nierównej walce?
Chce wierzyć. Bo kocha. Bezgeranicznie. Kocha miłością niewinną, dziecięcą i bezkompromisową. Bezwarunkową.
Tak cicho zrobiło się w jej świecie bez Ciebie.
Tak cicho w moemncie, w którym stara się Ciebie wyurzucić ze swojego serca. Kiedy stara się Ciebie chwilowo przenieść do rozumu.
Tylko rozum pewnych rzeczy nigdy nie pojmie, prawda?
Adiś
skomentuj (2)
2007-07-07 22:22:59
you might just change the worl together.
"Nawet kiedy będziemy daleko od siebie, nasze sny przybędą tutaj i się spotkają. Zobaczymy jak przeplatają się w powietrzu i tańczą, objęte w takt symfonii, której jeszcze nie stworzyły"
/Melissa P. "Zapach Twojego oddechu"/
Uwielbiam swoje oczy.
Uwielbiam je wtedy, kiedy o Nim mówię. I kiedy myślę.
Kocham jak świecą. I nie muszę widzieć wcale swojego odbicia w lustrze. Ja gdzieś w środku widzę i wiem, jestem przekonana, że świecą najjaśniejszym blaskiem jaki kiedykolwiek widział świat. I On wcale nie musi być obok. Wystarczy, że jest we mnie.
Uwielbiam usta, które uśmiechają się tak, jakby nigdy nie miały przestać. Jakby miał to być ostatni uśmiech w moim życiu. Przepełniony wszystkim tym, co najbardziej magiczne.
Kocham tą hybrydę zamyślenia. Kiedy nic nie liczy się bardziej niż jeden mały promyk Jego, kołaczący się gdzieś we mnie i tak bezkompromisowy - niedający nawet cienia możliwości skupienia na czymkolwiek innym.
Uwielbiam też wtedym moje spojrzenie. Zagubione gdzieś pomiędzy obrazem jego skóry i oczu a wspomnieniem dotyku, zapachu i smaku. Tak cudownie nieobecne.
Tak właśnie teraz tęsknię. Z uśmiechem i blaskiem.
I nie mogę uwierzyć, że mój kochany J. znowu tęskni tak samo jak ja.
Wiara czyni cuda. I nikt mi nie powie, że nie!
Adiś
skomentuj (1)
2007-06-13 17:19:01
bo nie można zabić miłości.
'odłamałam gałąź miłości
umarłą pochowałam w ziemi
i spójrz
mój ogród rozkwitł
nie można zabić miłości
jeśli ją w ziemi pogrzebiesz
odrasta
jeśli w powietrze rzucisz
liścieje skrzydłami
jeśli w wodę
skrzelą błyska
jeśli w noc
świeci
więc ją pogrzebać chciałam w moim sercu
ale serce miłości mojej było domem
moje serce otwarło swoje drzwi sercowe
i rozdzwoniło śpiewem swoje sercowe ściany
moje serce tańczyło na wierzchołkach palców
więc pogrzebałam moją miłość w głowie
i pytali ludzie
dlaczego moja głowa ma kształt kwiatu
i dlaczego moje oczy świecą jak dwie gwiazdy
i dlaczego moje wargi czerwieńsze są niż świt
chwyciłam miłość aby ją połamać
lecz giętka była oplotła mi ręce
i moje ręce związane miłością
pytają ludzie czyim jestem więźniem'
Bo nie można zabić miłości.
I nawet On już to wie :)
I już chyba wie, że kocha.
Tylko już Go nie ma. Na 3 miesiące.
Ale to nic.
Bo miłości nie da się zabić.
Adiś
skomentuj (6)
2007-04-29 17:24:39
"bo miłość mój miły to ja"
Miłość Ci wszystko wybaczy
Smutek zamieni Ci w śmiech.
Miłość tak pięknie tłumaczy:
Zdradę i kłamstwo i grzech.
Choćbyś ją przeklął w rozpaczy,
Że jest okrutna i zła,
Miłość Ci wszystko wybaczy
Bo miłość, mój miły, to ja.
Jeśli pokochasz tak mocno jak ja,
Tak tkliwie, żarliwie, tak wiesz,
Do ostatka, do szału, do dna,
To zdradzaj mnie wtedy i grzesz.
Bo miłość Ci wszystko wybaczy
Smutek zamieni Ci w śmiech.
Miłość tak pięknie tłumaczy:
Zdrade i kłamstwo i grzech.
Choćbyś ją przeklął w rozpaczy,
Że jest okrutna i zla,
Miłość Ci wszystko wybaczy
Bo miłość, mój miły, to ja.
"Jeżeli wciąż rozgrzeszamy go ze złych humorów, znieczulicy, przykrego usposobienia, wybuchów złości, jeśli staramy się być terapeutką, kochamy za bardzo.
Jezeli nie lubimy jego charakteru, zachowania i postaw, a zarazem sądzimy, że zechciałby się dla nas zmienić, gdybyśmy tylko bylo dość atrakcyjne i czułe, kochamy za bardzo.
Jeżeli związek z nim naraża na szwank naszą równowagę emocjonalną, a nawet nasze zdrowie i bezpieczeństwo, z pewnością kochamy za bardzo."
Robin Norwood, "Kobiety, które kochają za bardzo".
Zaczęło świecić słońce :)
Adiś
skomentuj (5)
2007-04-17 18:53:21
"nawet łokieć swój kocham, bo kiedyś należał do Ciebie"
pojawił się książę. i to prawie na białym koniu.
przystojny, kochający, słodki, troskliwy, troche niegrzeczny, szarmancki, dojrzały z rozbrajającym uśmiechem.
całował, dotykał, pieścił i szeptał do ucha, że jestem wyjątkowa. że nie moze uwierzyć, że mnie spotkał. że wspaniała. że cudowna. że najwspanialsza na świecie.
pojawił się on, który od tej pory zacznie być określany jako K.
otóż K. marzy o tym, żeby móc traktować mnie jak księżniczkę. jak najsłodszą istotkę pod słońcem.
jest gotowy zrobić wiele i co gorsze już zdążył mi to udowodnić.
K. rozumie. i nie trzeba mu wcale za dużo tłumaczyc. on sam analizuje, myśli, zastanawia się.
i wiecie co? on mówi. on lubi rozmawiać. tak poprostu. opowiadac z najdrobniejszymi szczegółami to, co czuje oraz wszystko to, co mu się w główce chociaż chwilowo pojawiło. dziwne prawda?
ale to dopiero 'kobiety są dziwne. bo nigdy nie przestają kochac, nawet drani.'
i żaden książezbajki tego nie zmieni, dopóki ona nie będzie chciała. dopóki nie zdejmie dłoni z oczu.
'byłeś dla mnie tylko czworokątem z papieru, lecz moje serce ma właśnie taki kształt.'
Adiś
skomentuj (2)
2007-03-24 00:21:13
nostalgia anioła.
Myślleliście czasem co będzie jak umrzecie?
Ja myśle czesto.
I nie mam pojęcia dlaczego.
Zastanawiam się.
Formułuję życzenia.
Domysły i marzenia.
I wiecie co jest moim największym pragnieniem?
Żebym mogła, po śmierci, obserwować to, co dzieje się na ziemi.
Egoistka ze mnie.
Ale chciałabym wiedzieć jak wszyscy Ci, których znałam, jak oni to przezywają.
Co robią?
Ile płaczą?
Jak szybko się godzą?
Jak bardzo udają i udawali?
Jak sobie radzą?
Zastanawiam się, czy Ci, którzy mnie kochają, po śmierci pokochaliby mnie jeszcze bardziej.
Czy Ci, którzy mnie nienawidzili, znienawidziliby bardziej?
Czy Ci, którzy nie wiedzieli czy kochają, pokochaliby?
Tak naprawdę to chyba chciałabym widzieć, że coś zmieniłam.
Że wywarłam wpływ.
Że coś mogłam.
Że coś zdziałałam.
Że nie pozostałam obojętna.
Wyryłam coś trwałego.
Że coś się ruszyło. W kimś. W każdym.
Nostalgia anioła.
...
żeby nie było wątpliwości. chcę żyć i będę jeszcze długo.
Adiś
skomentuj (6)
2007-02-26 21:07:58
do Ciebie. i do mnie.
Każdego dnia coraz bardziej godzę się z tym co jest.
Nie, ‘godzę’ to złe słowo. Bo nie godzę się wcale. Ale staram przyzwyczaić. Zaakceptować? Przyjąć do wiadomości? Właściwie żadne z tych określeń mi do końca nie pasuje...
Czasem wydaje mi się, że idzie całkiem dobrze. Że jest lepiej, że sobie radzę.
Ale częściej zdarzają się te chwilę, kiedy zupełnie się rozpadam.
Spotkałam Twoją mamę i Basię wiesz?
To była jedna z przyczyn, jednej z tych chwil, kiedy było gorzej.
Tylko dlaczego tak często czuję Twój zapach?
Bo chcę czuć. Zawsze potrafiłam czuć, kiedy tego potrzebowałam.
Tylko nie mam pojęcia, jak mam wyrzucić Cię z siebie.
Nie ‘wyrzucić’ dosłownie. Nie całkowicie.
Tylko w tym jednym sensie.
Jak mam przestać kochać.
A wiem przecież, że muszę. Że inaczej się nie da. Że inaczej mi się nie uda.
Pogodzić? Zaakceptować? Przyzwyczaić? Przyjąć do wiadomości?
Żyję całkiem normalnie. Uśmiecham się, bo tego ode mnie wszyscy (albo sytuacja) wymagają, bo sama tego chcę. Wychodzę, wracam, śmieje się, wstaje, jem, idę spać. Słucham, oglądam, mówię, myślę i nie. Tęsknię, czuję, płaczę, pamiętam i zapominam. Piję, wykręcam numer, umawiam się, bawię, czytam i uczę.
Tylko czuję, że to nie ja. Że nie ja to wszystko robię.
Wszystko to jest do bólu sztuczne. I nieprawdziwe. Bezsensowne?
A im bardziej staram się być ‘silną kobietą’ tym bardziej czuję się malutka.
Bezbronna kicia.
I to boli. Wmawiam sobie.
Przepraszam za ten wyświechtany i banalny slogan, ale nic nie jest takie jak jeszcze przed chwilą.
Sama nie wierzę w to co mówię, bo zdaję sobie sprawę jak to strasznie idiotycznie brzmi.
Ale widzisz...
Już nie mogę wstać i pomyśleć o Tobie.
Nie mogę o Tobie śnić, bo budzę się ze wstydem. A ostatnio byłeś u mnie już 3 noce z rzędu wiesz?
Nie mogę w swoich planach uwzględniać Ciebie.
Nie mogę mówić ‘mój Janek’ albo ‘my z Jankiem’(chociaż to mogę, ale jedynie w czasie opowiadając coś w czasie przeszłym)
Robię to, bardzo często- nie mogę się odzwyczaić.
Mój Janek.
Nie mogę mówić my. Bo zostałam ja.
Nie mogę myśleć przed snem. Nie mogę tęsknić, wkurzać się, czekać i być.
Piszę to do Ciebie, tak sobie wyobrażam, chociaż wiem, że i tak pewnie tego nigdy nie zobaczysz.
Stchórzę. Jak zazwyczaj.
Chociaż chciałabym. Nie dlatego żeby wzbudzić w Tobie cokolwiek.
Tylko żebyś wiedział. Tak po prostu.
Miałam się wszystkim dzielić przecież.
„Złamałeś serce malutkiej dziewczynce...
A ono wciąż bije dla Ciebie.
Stuka, kołacze, podrywa się i upada - wciąż dla Ciebie.
Złam jej nogę, rękę, może będzie Cię kochać jeszcze bardziej?
Nazwij dziwką, zrób z niej szmatę... A ona nadal będzie czekać wieczorami na sen o Tobie... Jedno pragnienie koszmaru.
Zniszcz jej marzenia, zabaw się z inną.
Nie zabieraj jej tylko nadziei.
Nie zabieraj miłości – doskonałej, pochmurnej.
Odezwij się czasem...
W niedzielę i święta przytul, pogłaskaj szeptem...
Nie zabieraj jej tylko siebie...
Ona umrze bez powietrza...”
(mam nadzieję, że się nie gniewasz Martuś za to, ze to tutaj napisalam. Musiałam.)
Przez chwilę chciałam napisać, że mam nadzieję, że Tobie jest łatwiej.
Na pewno jest. To oczywiste.
Ale wcale nie jestem pewna, czy tego tak naprawdę chce.
Rozumiesz dlaczego?
Rozumiesz... przecież wiem.
Ale chcę też, żebyś był szczęśliwy. Najbardziej na świecie chcę.
A jak nie chcesz tego szczęścia ode mnie – musze się z tym pogodzić.
Muszę.
Nie kochasz. To też muszę wiedzieć.
I dobrze, że wiem.
‘Za dużo chciałam dać niż byś zdołał wziąć.’
Kurcze dlaczego ja jestem taka odważna tylko wtedy, kiedy jesteś daleko?
Dlaczego kiedy się zbliżasz, nawet już jako przyjaciel, przestaje mieć znaczenie to, co myślałam sobie do tego momentu?
Ha... i tu odpowiedź jest prosta.
I wcale nie dlatego, że ‘kocham’.
Tylko dlatego, że jestem wciąż zakochana.
Tak to rozumiem.
Wciąż, mimo ogromnej, dziecięcej i bezwarunkowej miłości, wciąż jeszcze zauroczona.
Chciałabym być silna.
Najbardziej na świecie teraz chciałabym być silna.
Nie czuć nic.
Umieć nie czuć nic na zawołanie.
Ale nie umiem.
Chciałabym nie musieć mówić, nie myśleć, nie dzielić się, nie potrzebować.
Ale nie umiem.
I Ty wiesz to przecież jak mało kto.
Tak dobrze mnie znasz.
Ja nie jestem taka.
Więc piszę.
Adiś
skomentuj (3)
2007-02-07 16:42:30
zgasło.
Czas najwyższy przestać się oszukiwać.
Nie kocha i nie pokocha.
Za długo już to trwa.
A traktuje mnie coraz gorzej.
Chociaż ja bym to zniosła.
Ale czasem trzeba pozwolić odejść.
Kocham.
Najmocniej na świecie.
Ale nie mam już powoli siły.
Nie daję rady się starać.
Nie mogę go przecież zmuszać.
Nikogo nie można zmusić do miłości.
Prawda Miś?
On nie chce szczęścia ode mnie.
Więc ja nie mogę dłużej o to zabiegać.
Nie mam prawa dłużej chcieć.
Chociaż wierze, że on chce.
Może to chwilowe.
Poczekam.
Nie radzę sobie.
Z prawdą.
Ze sobą.
Adiś
skomentuj (4)
2007-01-22 12:28:42
otulona tylko lekkim światłem.
Kobiety są dziwne. Nigdy nie przestają kochać. Nawet drani.
Dlaczego faceci tak bardzo lubią sobie robić pod górkę?
Ona siedziała i patrzyła cały dzień na telefon. Czasem uśmiechała się nawet do niego, tak jakby myślała, że ten uśmiech w jakiś sposób może odebrać J. Uśmiech pełen czułości. Taki uroczy, niewinny, dziecięco naiwny.
Bo ona tak kocha. Bezwarunkowo. Jak małe dziecko. I przyjmuje rzeczy dokładnie takimi, jakie są.
Przecież wystarczy miłe słowo. Przecież nie trzeba wiele.
Dbać i podlewać.
Niezbędne minimum.
Przecież nie nalega. Nie obraża się bez powodu. Nie żywi urazy.
Czasem coś powie. Czasem nawet coś głupiego, co wywołuje w niej potem takie poczucie winy.
Ale nie żąda.
I nigdy nie chciała tego robić.
Chce tylko odrobinę uczucia. Łyżeczkę miłości. Nawet pół. Ale codziennie.
Chce wiedzieć. Chce czuć.
I to tyle.
I gdyby nie to, to łzy nie gładziłyby teraz jej policzków.
A lecą bez opamiętania.
I bez sensu. Też.
Oczekiwała wiadomości. Pamiętania.
Bez poświęceń.
Maleńkiego gestu z serca.
Oczekiwała „Pupsztalku”, „Skarbie”, „Kiciu”.
Tak bardzo lubi, jak tak do niej mówi.
Może być sama.
Ale jeśli nie jest, chce tym oddychać. Oddychać powietrzem dzielonym na dwoje.
Być świadomą. I pewną. Uśmiechać się, bo ma przecież do tego powód.
Bo przecież jest szczęśliwa, tylko przez chwilkę nie umie tego odnaleźć.
Bo przez chwilkę zwątpiła.
A wystarczyła tylko wiadomość.
Pogłaskanie kilkoma literkami. Nic więcej.
A dramat rodzi się ponownie.
W jej małej główce, w której wszystko tak szybko potrafi urosnąć do gigantycznych rozmiarów.
On o tym przecież wie. Przecież zna ją doskonale.
Profilaktyka. To ważne słowo.
A teraz ma ochotę zatopić się w blasku dopalających się świeczek.
Utonąć w ciszy, otulona tylko lekkim światłem.
Ma do tego prawo prawda?
I tak będzie czekać na Niego. Uparcie.
Dziwna, w jak najbardziej dosadnym tego słowa znaczeniu.
Ostatnio mam mało czasu na napisanie czegoś nowego i na gruntowne zebranie myśli, dlatego znowu przepisałam tylko to, co kiedyś tam sobie sama dla siebie naskrobałam.
Bo tak czekałam na J. wieczorem, 17 grudnia.
Obecnie też czekam, ale już inaczej.
Z uśmiechem.
I tęsknotą, która daje mi niewyobrażalnie dużo siły.
Nie wątpię. Już nie.
Przeszło mi.
Teraz upajam się szczęściem :)
Wiecie jak bardzo świat potrafi się zmienić pod wpływem własnego nastawienia?
Kurcze... niesamowite :)
Poza tym doszło do mnie jakiś czas temu, że ja J. po prostu lubię.
Kocham, ”od witaj do żegnaj” i „od dzień dobry do do widzenia”, ale pomimo tego lubię. Ot tak.
A do telefonu uśmiecham się dalej. Tylko teraz wiem, że przecież J. na pewno potrafi ten mój uśmiech odebrać :)
Powiedzcie mi tylko ile czasu potrzeba na to, żeby pokochać?
Ostatnie 9 wspólnych miesięcy, poprzednie momenty, które ciągną się od 3 lat to za mało?
No i ile można trwać w nadziei, że się zakocha?
Do którego momentu taka nadzieja wystarcza, żeby wstawać rano i wiedzieć, że chce się przeżyć z drugą osobą kolejny dzień?
Kiedy nadchodzi moment, że nadzieja się wypala i nadchodzi jej brak?
A kobiety są nadal tak samo dziwne.
W tym względzie nic się nie zmieniło ;)
Po sesji postaram się napisać coś aktualnego.
A tymczasem trwam w ogromnym szczęściu z moim niezastąpionym Księciem Zbajki :)
A chwile z 17 grudnia już dawno odpłynęły.
A tak poza tym, to myślę sobie, że wszystkie kobiety powinny iść do nieba za swoją cierpliwość.
ps.Patryś jak już tu zaglądasz, to wypowiedz się czasem ;)
Adiś
skomentuj (3)
2006-12-13 22:31:29
Dotyk kierowany miłością.
Każdy dzień obcowania z miłością nasuwa nowe spostrzeżenia. Bo przecież nic nie jest constans prawda? A już na pewno nie to, co związane jest z zawiłą przestrzenią uczuć i odczuć, która niejednokrotnie zaskakuje nas tak bardzo.
Dzisiaj na przykład przekonałam się, że miłość obdarza mnie niesamowitą intuicją. Położyłam się u Jego boku, zamknąwszy uprzednio oczy i głaskałam delikatnie każdy skrawek Jego pleców i rąk. Lubi, kiedy dotykam Go przed snem. Ja też to lubię. Bo nic nie zastąpi mi błogiego wyrazu Jego twarzy, uśmiechu, pomruków aż w końcu Jego spokojnego uśnięcia. A kiedy już tak się stanie, pochylam się nad Nim ostatni raz, całuję najdelikatniej jak umiem w policzek i bezszelestnie jak dobra wróżka wymykam się z pokoju. Wydaje mi się, że czuję się wtedy nawet o wiele lepiej od Niego. Szczęśliwa i spokojna. A swoją drogą, to naprawdę metafizyczne połączenie odczuć. Szczęście i spokój.
Ale nie to mnie tak dzisiaj zainteresowało. Zadziwiła mnie (po raz kolejny) magiczna moc miłości. Mianowicie – głaskając J., po jakimś czasie zdałam sobie sprawę, że moje dłonie wędrują po Jego ciele całkowicie bezwiednie. Bez mojego zastanawiania, bez skupienia, bez rozmyślań. One wiedzą, który dotyk będzie najodpowiedniejszy. Wiedzą jak długo pozostać w jednym miejscu, wiedzą też, kiedy ruchy powinny być bardziej koliste. Jakimś cudem domyślają się, że w danej chwili ich oddziaływanie ma być mocniejsze, a delikatne ruchy opuszków palców powinny być zastąpione lekkim drapaniem. Same kierują się nagle w kierunku szyi, żeby zaraz potem powędrować w okolice kości ogonowej. Potem znowu płatki uszu, kark i łopatki. Potem ramiona. A podczas każdego zetknięcia się moich palców z Jego skórą przepływa ogromna ilość miłości. Ode mnie – do Niego.
Przepływ jest na tyle duży, że palce czasem zdają się lekko szczypać. I ten przepływ energii też zdaje się być cudowny. Bo to chyba za jego sprawą moje dłonie uparcie wędrują niczym prowadzone magnetyczną siłą. I wiedzą. One wiedzą wszystko. Czy to nie jest niesamowite?
Podobnie jest z pocałunkami. I z sexem. Ale na to już chyba ma wpływ nie tylko intuicja mojej miłości. Tak dzieje się za sprawą porozumienia obu naszych dusz, potrzeb i oczekiwań. W wyniku scalenia, wyrównania, zmieszania i połączenia. Ale mimo to, lubię tę moją miłość. Tę, która chociaż czasami wie co robić. Tę, która poddaje drogowskazy. Tę, która steruje dotykiem. Bo dzisiaj odkryłam, ze dotyk kierowany miłością, ma zupełnie inny wymiar.
Napisałam to 29 lipca.
Z myślą, że muszę i że kiedyś to tutaj zamieszcze. Mam jeszcze takich kilka ;)
Jestem szczęśliwa i zakochana. :)
I dzięki Niemu nie myślę o tej całej masie problemów.
Pozdrawiam :*
Adiś
skomentuj (7)
2006-12-05 21:26:12
słoik słonych wspomnień.
żanych celów.
zero perspektyw.
pusta wypełniona jedynie znakami zapytania.
samotność.
samodzielność.
masa problemów.
zawiodłam rodziców.
zawiodłam siebie.
czepiam sie J.
nie umiem znaleźć sobie miejsca.
nie mam nic swojego.
nie mam czegoś, czemu się poświęcam.
żadnej pasji.
egzystuje.
trwam.
nie radzę sobie.
tęsknię.
nie żyję tak, jakbym chciała.
nie umiem.
nie chcę.
nie mogę.
krzyczę.
wymagam.
nic nie robię.
straciłam priorytety.
zapach łez na poduszce.
rozmazany tusz.
patrzenie w ścianę.
do bólu udawany śmiech.
chociaż dzięki Niemu często prawdziwy.
zdziwienie.
brak zaufania.
zakręty.
zagubienie.
obrazy nie-do-zapomnienia.
słowa.
miłość.
pochmurna. niezrozumiała. piękna. budująca. destrukcyjna. najważniejsza. z dnia na dzień coraz większa.
przywiązanie.
smak Jego ust: arbuzowo - truskawkowy... czasem z odrobiną mięty...
zapach Jego ciała: herbaciany... z nutką słodyczy... może wanilii i czekolady...
dłonie: męskie... silne, szorstkie i często tak słodkie w swojej delikatności...
skóra: czasem jedwab, a czasem cieplutka wełna - ale zawsze do pozazdroszczenia gładka...
oczy: morskie i szmaragdowe, koloru wody na Cote D’Azur... tak samo połyskujące.
dotyk ust: kaszmirowy, niezwykle delikatny... niezwykle...
uśmiech: szczery. czasem dziecięco niewinny. czasem przez łzy... zawsze ujmujący.
łzy: rzadko spotykane... kiedy są – są ogromne. zawsze z bardzo ważnego powodu - z reguły z powodu ważnych dla Niego osób.
głos: pełen przekonania. w każdej sytuacji... skutecznie intonowany. kochany.
słowa: nierzadko źle wyważone... zawsze prawdziwe. często piękne.
Jego myśli: zaskakujące. często nieodgadnione. pełne znaków zapytania. głębokie i powierzchowne na przemian.
serce: szlachetne. i pojemne. nie zawsze jednoznacznie zdecydowane.
Ja.
___
dodane 8.12 21:36
Dla Bonnie (kochana :*) i dla mnie - optymistycznie - wszystko wraca do normy :)
I wracam silna, spokojna i szczęśliwa ja :)
Adiś
skomentuj (3)
2006-11-02 18:32:51
O!
Żyję. :)
I napiszę notkę, jak tylko włączą mi z powrotem internet w moim nowym miejscu zamieszkania.
I napiszę wtedy o wszystkim. O studiach, o samotności, o strachu, o bólu, uśmiechu, o Janku, o szczęściu, o tęsknocie, o cieknącej pralce, o złych żarówkach, o samodzielności, bezradności i nowym, całkiem innym i nie całkiem akceptowalnym życiu.
Już niedługo :) :*
Miś KBM. - pamiętaj :*
Adiś
skomentuj (2)
__________________
dla:
od: lucy
pic. dev